Nie wiem, naprawdę nie wiem czemu polubiam na fb te fanpejdże chorych dzieci.
Nie żeby wszystkie, no skąd. Za dużo ich. To oczywiście bardzo smutne bo jako matka strasznie ale to strasznie mi szkoda tych chorych dzieci i ich rodzin, i serce mi się rozpada na milion kawałków jak widzę te smutne oczy, łyse głowy, jak czytam "wznowa", "przerzut", "hospicjum".
Przykro mi ogromnie, a jednocześnie jestem mega wkurwiona, bo dlaczego biedne małe dzieci muszą tyle cierpieć.
Oczywiście zaraz sobie myślę, jakiego to mam w życiu farta, że moje dwa potwory prawie zdrowe, nie licząc lekkiej wady wzroku, alergii w sumie to cholera wie na co bo dawno testów nie powtarzaliśmy, no i astmy która nie dokucza pierworodnemu wcale a wcale, bo pediatra (dziękuję losie żeś mi człowieka zesłał) dobrze dobrał leki więc nie mam na co narzekać.
Ale te pieprzone raki atakują inne dzieci i to mnie wkurwia pezeokrutnie.
Moja niemoc w tym temacie też mnie wkurwia. Wkurwia mnie NFZ który nie chce refundować drogich leków i ma głęboko gdzieś czy dziecko które dla kogoś jest całym światem umrze po długiej i ciężkiej walce. Chory kraj.
A wiecie, co mnie jeszcze wkurwia?
Komentarze na fb! Chore dziecko często ma założony przez rodziców fanpage na fb.
By dzielić się informacjami, radościami, smutkami. Nie, to mnie akurat nie wkurwia. Nie widzę w tym nic złego, jeżeli komuś to nawet minimalnie pomoże psychicznie uporać się z chorobą dziecka to super i szczerze się cieszę.
Ale komentarze... Czytam i nie wierzę w to co czytam, czuję jak siadam za sterami wehikułu czasu i odlatuję w czasy średniowiecza, takiego mega głębokiego średniowiecza. Mam wrażenie, że jest to jakiś zlot nawiedzonych niewiast w wieku przeróżnym, a wszystkie piszą mniej więcej to samo.
"Jezu ty się tym zajmij ". Jasne, już widzę jak zapierdziela po wodzie żeby uzdrowić dziecko. Prawie kostki u nóg sobie zamoczy.
"Koniecznie odmówcie nowennę pompejańską". Nie wiem co to ta nowenna, ale brzmi dość abstrakcyjnie.
"Św Rito błagam niech to dziecko wyzdrowieje ". Czerwony kapturku, błagam pomóż. Ten sam level, nie?
"Nie przestawajcie się modlić, pan jest wszechmogący". Taaa, to czemu nie otworzył bram obozu koncentracyjnego?
Itd itd. Poziom głupoty i średniowiecznego myślenia rozkłada mnie na łopatki i potęguje rakowkurwa.
I wiecie co? To nie są tylko panie 50+z moherowym beretem na głowie i różańcem w dłoniach. Nieee.
Część z nich to młode dziewczyny, takie 20-30 wiosen średniowiecznych, a to delikatnie rzecz ujmując niezbyt dobra wiadomość dla tych którzy wierzą, że panie starsze i ich wiara kiedyś odejdą do krainy wiecznej szczęśliwości. Odejdą, zostawią jednak swoje następczynie. I w ten sposób dalej zostaniemy w czarnej dupie głębokiego średniowiecza. Czarno to wszystko wygląda.
Uciekam, nie mogę tego czytać.
Czy naprawdę w 21 wieku ludzie wierzą w takie bzdury?
W takim razie cała medycyna jest bez sensu. Bo wystarczy się pomodlić! Po co szpitale, lekarze, na cholerę studia medyczne, te wszystkie badania naukowe, starania mądrych ludzi.
Wyobraź sobie, że jesteś lekarzem. Właśnie udało Ci się wyleczyć pacjenta z jakiegoś ciężkiego dziadostwa. Jesteś dumny, szczęśliwy, masz ochotę otworzyć szampana i upić się z radości aż do urwania filmu. Ale nagle zjawia się rodzina pacjenta, i radośnie, otwarcie mówi Ci prosto w oczy, że dzięki bogu, że się modlili, że pan wyleczył bo dali w niedzielę na mszę w intencji chorego.
Jeb! No jakby ktoś w twarz z liścia strzelił.
Siadasz na pierwszym lepszym krześle albo i nawet nie. Kopara opada, radość pęka jak bańka mydlana. Nie wiesz co powiedzieć. Po chwili myślisz sobie o tych wszystkich chwilach spędzonych przy łóżku chorego, o trudzie, wysiłku, i tej radości która wypełniała Cię jeszcze chwilę wcześniej.
I po co to wszytko? Przecież to co zrobiłeś się nie liczy. Nie Ty wyleczyłeś, nie Tobie należy się wdzięczność. Gloria chwały spływa na nieistniejące istoty.
Mamy 21 wiek. Czy to się dzieje naprawdę?
Pomyślmy logicznie. Gdyby to było takie proste, to ludzie by nie umierali. A robią to codziennie. Na całym świecie, w każdej minucie, ci starsi, ci młodsi.
Większość z nich ma kogoś, kto się za nich modli. I jaki efekt? Żaden. Bo umierają.
A jak nie umierają tylko czują się lepiej?
Wtedy trzeba się cieszyć. I dziękować lekarzom, jeżeli to także ich zasługa.
Ich i tego, że widocznie organizm jest silny i chce jeszcze trochę pozostać po tej stronie.
Nie ma cudów. Nie ma działania modlitwy.
Jest medycyna, są lekarze, leki i silne organizmy.
Życzę wam dużo zdrowia. I dużo rozsądku.
Nie żeby wszystkie, no skąd. Za dużo ich. To oczywiście bardzo smutne bo jako matka strasznie ale to strasznie mi szkoda tych chorych dzieci i ich rodzin, i serce mi się rozpada na milion kawałków jak widzę te smutne oczy, łyse głowy, jak czytam "wznowa", "przerzut", "hospicjum".
Przykro mi ogromnie, a jednocześnie jestem mega wkurwiona, bo dlaczego biedne małe dzieci muszą tyle cierpieć.
Oczywiście zaraz sobie myślę, jakiego to mam w życiu farta, że moje dwa potwory prawie zdrowe, nie licząc lekkiej wady wzroku, alergii w sumie to cholera wie na co bo dawno testów nie powtarzaliśmy, no i astmy która nie dokucza pierworodnemu wcale a wcale, bo pediatra (dziękuję losie żeś mi człowieka zesłał) dobrze dobrał leki więc nie mam na co narzekać.
Ale te pieprzone raki atakują inne dzieci i to mnie wkurwia pezeokrutnie.
Moja niemoc w tym temacie też mnie wkurwia. Wkurwia mnie NFZ który nie chce refundować drogich leków i ma głęboko gdzieś czy dziecko które dla kogoś jest całym światem umrze po długiej i ciężkiej walce. Chory kraj.
A wiecie, co mnie jeszcze wkurwia?
Komentarze na fb! Chore dziecko często ma założony przez rodziców fanpage na fb.
By dzielić się informacjami, radościami, smutkami. Nie, to mnie akurat nie wkurwia. Nie widzę w tym nic złego, jeżeli komuś to nawet minimalnie pomoże psychicznie uporać się z chorobą dziecka to super i szczerze się cieszę.
Ale komentarze... Czytam i nie wierzę w to co czytam, czuję jak siadam za sterami wehikułu czasu i odlatuję w czasy średniowiecza, takiego mega głębokiego średniowiecza. Mam wrażenie, że jest to jakiś zlot nawiedzonych niewiast w wieku przeróżnym, a wszystkie piszą mniej więcej to samo.
"Jezu ty się tym zajmij ". Jasne, już widzę jak zapierdziela po wodzie żeby uzdrowić dziecko. Prawie kostki u nóg sobie zamoczy.
"Koniecznie odmówcie nowennę pompejańską". Nie wiem co to ta nowenna, ale brzmi dość abstrakcyjnie.
"Św Rito błagam niech to dziecko wyzdrowieje ". Czerwony kapturku, błagam pomóż. Ten sam level, nie?
"Nie przestawajcie się modlić, pan jest wszechmogący". Taaa, to czemu nie otworzył bram obozu koncentracyjnego?
Itd itd. Poziom głupoty i średniowiecznego myślenia rozkłada mnie na łopatki i potęguje rakowkurwa.
I wiecie co? To nie są tylko panie 50+z moherowym beretem na głowie i różańcem w dłoniach. Nieee.
Część z nich to młode dziewczyny, takie 20-30 wiosen średniowiecznych, a to delikatnie rzecz ujmując niezbyt dobra wiadomość dla tych którzy wierzą, że panie starsze i ich wiara kiedyś odejdą do krainy wiecznej szczęśliwości. Odejdą, zostawią jednak swoje następczynie. I w ten sposób dalej zostaniemy w czarnej dupie głębokiego średniowiecza. Czarno to wszystko wygląda.
Uciekam, nie mogę tego czytać.
Czy naprawdę w 21 wieku ludzie wierzą w takie bzdury?
W takim razie cała medycyna jest bez sensu. Bo wystarczy się pomodlić! Po co szpitale, lekarze, na cholerę studia medyczne, te wszystkie badania naukowe, starania mądrych ludzi.
Wyobraź sobie, że jesteś lekarzem. Właśnie udało Ci się wyleczyć pacjenta z jakiegoś ciężkiego dziadostwa. Jesteś dumny, szczęśliwy, masz ochotę otworzyć szampana i upić się z radości aż do urwania filmu. Ale nagle zjawia się rodzina pacjenta, i radośnie, otwarcie mówi Ci prosto w oczy, że dzięki bogu, że się modlili, że pan wyleczył bo dali w niedzielę na mszę w intencji chorego.
Jeb! No jakby ktoś w twarz z liścia strzelił.
Siadasz na pierwszym lepszym krześle albo i nawet nie. Kopara opada, radość pęka jak bańka mydlana. Nie wiesz co powiedzieć. Po chwili myślisz sobie o tych wszystkich chwilach spędzonych przy łóżku chorego, o trudzie, wysiłku, i tej radości która wypełniała Cię jeszcze chwilę wcześniej.
I po co to wszytko? Przecież to co zrobiłeś się nie liczy. Nie Ty wyleczyłeś, nie Tobie należy się wdzięczność. Gloria chwały spływa na nieistniejące istoty.
Mamy 21 wiek. Czy to się dzieje naprawdę?
Pomyślmy logicznie. Gdyby to było takie proste, to ludzie by nie umierali. A robią to codziennie. Na całym świecie, w każdej minucie, ci starsi, ci młodsi.
Większość z nich ma kogoś, kto się za nich modli. I jaki efekt? Żaden. Bo umierają.
A jak nie umierają tylko czują się lepiej?
Wtedy trzeba się cieszyć. I dziękować lekarzom, jeżeli to także ich zasługa.
Ich i tego, że widocznie organizm jest silny i chce jeszcze trochę pozostać po tej stronie.
Nie ma cudów. Nie ma działania modlitwy.
Jest medycyna, są lekarze, leki i silne organizmy.
Życzę wam dużo zdrowia. I dużo rozsądku.
Komentarze
Prześlij komentarz