Kiedyś robiąc porządki w szpargałach, natknę się na moje wypracowanie z liceum za które jako jedyna w klasie dostałam 6 od nauczyciela historii, i z łezką wzruszenia w oku pokażę je moim synom.
Pewnie ze zdziwieniem przyjmą fakt, że zostało napisane odręcznie na kartkach w kratkę, pewnie zdziwią się jeszcze bardziej kiedy na sam koniec zobaczą, że aby je napisać musiałam przesiedzieć ileś godzin w bibliotece szukając fachowej literatury, bez której owo dzieło na sześć ocenione by nie powstało.
Za kilka lat mój obecnie liczący sobie 9 wiosen pierworodny, zapewne również będzie pisał wypracowania.
Tzn na to liczę. Ze będzie pisał, a nie kolorował drwala.
Zeby stworzyć podobne do mojego dzieło, siądzie do komputera i znakomitą większość sobie wyszuka w czeluściach internetu, nie przejmując się, że jest niedziela i biblioteka jest akurat zamknięta.
I to jest fajne. Tak jak fajny jest internet. Fajny, potrzebny, ułatwia życie, nic tylko korzystać, bo skoro coś jest dobre, to żal nie korzystać. I oczywiście świat byłby lepszy a życie piękniejsze, gdyby korzystanie z tego dobrodziejstwa naszych czasów było w 100% fajne, pozytywne i przynosiło same korzyści.
Problem w tym, że tak nie jest. I tu zaczynają się schody.
Wśród miliona memów krążących niczym orbity po bezkresnym internecie, istnieje jeden o treści: "dopóki nie było fejsa tylko rodzina wiedziała żeś debil". I to jest właśnie przykra prawda, bardziej przykra dla innych niż dla samego osobnika nazwanego mianem debila. Bo debil rzadko kiedy wie, że debilem jest, a skoro nie wie, to nie cierpi z tego powodu. Cierpią inni. To tak jak z umieraniem. Zmarły już nic nie czuje, a cierpią inni. Tak, wiem że taki mem też jest. Ale do brzegu.
Korzystając z dobrodziejstw internetu, na idiotów napotykamy ciągle, częściej niż byśmy tego chcieli.
Pół biedy jak są zwyczajnie tylko głupi i można się z nich pośmiać. Gorzej, jak ich głupota osiąga taki level, że zaczynają być szkodliwi.
Pierwsza grupa szkodliwych idiotów to antyszczepionkowcy. Są tak głupi, że chętnie bym się z nich pośmiała, ale niestety weszli na wyższy level szkodliwości, a to już śmieszne nie jest ani trochę.
Przykre, że w 21 wieku ludzie zamiast słuchać lekarzy i naukowców, traktują agentkę ubezpieczeń bez wykształcenia medycznego jako guru i jedyny słuszny autorytet. Przerażające, że wierzą w opowieści o autyźmie, abortowanych płodach, rtęci i cholera jeszcze wie czym, a do tego żadne naukowe argumenty i dowody do nich nie trafiają. Nie i koniec, oni wiedzą swoje, nie przegadasz, szkoda czasu. Mózgi wyprane i koniec kropka. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś nie szczepi bo ma odroczenie od lekarza. Rozumiem rodziców dzieci u których wystąpił NOP. Ale znakomita większość to banda oszołomów która w czasie ciąży nasłuchała się swojej agentki, i z założenia nie ma zamiaru szczepić, a do tego uważa się za kogoś cudownie oświeconego, ową wiedzą oświetlającego jedyną słuszną drogę tym wszystkim głupkom takim jak ja, którzy jednak swoje dzieci szczepią.
Dzieci szczepię i szczepić będę nadal, nawet niekoniecznie dlatego, że wymaga tego ode mnie organizator obozu i kolonii letniej pierworodnego. Po prostu wierzę w naukę i wybieram mniejsze zło. Nie, nie uważam że szczepionki to samo dobrodziejstwo i koktajl super food wstrzykiwany do organizmu. Mimo wszystko wolę zaszczepić niż ryzykować, bo lepiej być kibicem Pogoni, Legii czy Wisły, niż kibicem odry.
Szkodliwym odłamem antyszczepionkowców są ziębianie, czyli fan club Jerzego Zet. Jerzy tak jak agentka wykształcenia medycznego nie posiada, co nie przeszkadza mu absolutnie w tworzeniu społeczności swoich wyznawców. Bycie ziębianinem z reguły pokrywa z się z byciem antyszczepem, gdyż to niestety podobny poziom umysłowy.
Gdyby ktoś Jerzego nie znał, jest on po prostu przedsiębiorcą i kolesiem, który zarabia w chuj hajsu na ludzkim nieszczęściu. Wydał dwie książki w których prezentuje swoje pseudonaukowe mądrości, a że ma dar przekonywania, to co głupsze jednostki homo erectus (bo ciężko mi w tym wypadku napisać homo sapiens) wierzą w każde jego słowo.
Niektórych z nich nawet rozumiem. Nowotwór w ostatnim stadium, chemia nie działa, radio nie działa, lekarze rozkładają ręce, a pacjent przecież tak bardzo chce żyć. Często ma dla kogo. Dzieci kibicują, wnuk zaraz ma się urodzić, wnuczka za chwilę postawi pierwsze kroki, człowiek chciałby to zobaczyć.
I wtedy zjawia się Jerzy Zet. Pięknie mówi, obiecuje że ten burak czy wlewy z witaminy C działają cuda i na pewno uzdrowią. Witamina C i burak... przecież to takie naturalne, na pewno nie zaszkodzi, kupuję to.
Cóż, pacjent jeżeli ma umrzeć to umrze i tak, ale hajs musi się zgadzać. Zarobił Jerzy? Zarobił, kij tam z pacjentem.
Oczywiście nie wszyscy wyznawcy Jerzego to pacjenci jedną nogą w grobie.
Niektórzy z nich są jeszcze zdrowi, ale za to głupi i naiwni skoro wierzą, że spożywanie produktów od Jerzego zagwarantuje im życie w krainie zdrowia, szczęścia i wiecznej nirvany.
A Jerzy tylko zaciera rączki i liczy banknoty. A tanio on nie sprzedaje, oj nie.
Część z tych rzeczy znajdziemy w aptece w dużo niższej cenie, ale wiadomo, jak od Jerzego to lepsze, na pewno większa dawka, inaczej pozyskane, na pewno skuteczniejsze.
A strukturyzator wody znacie? To też Jerzego autorskie dzieło wiekopomne. Za jedyne 2500 zł możecie stać się szczęśliwymi posiadaczami urządzenia, które przywraca wodzie pamięć (nie, nie żartuję), usuwa zanieczyszczenia, poprawia smak, co zapewne ma nam zapewnić zdrowie, szczęście i erekcję do setnych urodzin. Powodzenia. Niestety, dopóki będą chętni, interes będzie się kręcił, Jerzy będzie zarabiał, a ludzie będą dawać się oszukiwać.
Cały ten proceder budzi we mnie wkurw ogromny, bo zarabianie na ludzkim nieszczęściu to wg mnie skurwysyństwo level hard.
Pewnie ze zdziwieniem przyjmą fakt, że zostało napisane odręcznie na kartkach w kratkę, pewnie zdziwią się jeszcze bardziej kiedy na sam koniec zobaczą, że aby je napisać musiałam przesiedzieć ileś godzin w bibliotece szukając fachowej literatury, bez której owo dzieło na sześć ocenione by nie powstało.
Za kilka lat mój obecnie liczący sobie 9 wiosen pierworodny, zapewne również będzie pisał wypracowania.
Tzn na to liczę. Ze będzie pisał, a nie kolorował drwala.
Zeby stworzyć podobne do mojego dzieło, siądzie do komputera i znakomitą większość sobie wyszuka w czeluściach internetu, nie przejmując się, że jest niedziela i biblioteka jest akurat zamknięta.
I to jest fajne. Tak jak fajny jest internet. Fajny, potrzebny, ułatwia życie, nic tylko korzystać, bo skoro coś jest dobre, to żal nie korzystać. I oczywiście świat byłby lepszy a życie piękniejsze, gdyby korzystanie z tego dobrodziejstwa naszych czasów było w 100% fajne, pozytywne i przynosiło same korzyści.
Problem w tym, że tak nie jest. I tu zaczynają się schody.
Wśród miliona memów krążących niczym orbity po bezkresnym internecie, istnieje jeden o treści: "dopóki nie było fejsa tylko rodzina wiedziała żeś debil". I to jest właśnie przykra prawda, bardziej przykra dla innych niż dla samego osobnika nazwanego mianem debila. Bo debil rzadko kiedy wie, że debilem jest, a skoro nie wie, to nie cierpi z tego powodu. Cierpią inni. To tak jak z umieraniem. Zmarły już nic nie czuje, a cierpią inni. Tak, wiem że taki mem też jest. Ale do brzegu.
Korzystając z dobrodziejstw internetu, na idiotów napotykamy ciągle, częściej niż byśmy tego chcieli.
Pół biedy jak są zwyczajnie tylko głupi i można się z nich pośmiać. Gorzej, jak ich głupota osiąga taki level, że zaczynają być szkodliwi.
Pierwsza grupa szkodliwych idiotów to antyszczepionkowcy. Są tak głupi, że chętnie bym się z nich pośmiała, ale niestety weszli na wyższy level szkodliwości, a to już śmieszne nie jest ani trochę.
Przykre, że w 21 wieku ludzie zamiast słuchać lekarzy i naukowców, traktują agentkę ubezpieczeń bez wykształcenia medycznego jako guru i jedyny słuszny autorytet. Przerażające, że wierzą w opowieści o autyźmie, abortowanych płodach, rtęci i cholera jeszcze wie czym, a do tego żadne naukowe argumenty i dowody do nich nie trafiają. Nie i koniec, oni wiedzą swoje, nie przegadasz, szkoda czasu. Mózgi wyprane i koniec kropka. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś nie szczepi bo ma odroczenie od lekarza. Rozumiem rodziców dzieci u których wystąpił NOP. Ale znakomita większość to banda oszołomów która w czasie ciąży nasłuchała się swojej agentki, i z założenia nie ma zamiaru szczepić, a do tego uważa się za kogoś cudownie oświeconego, ową wiedzą oświetlającego jedyną słuszną drogę tym wszystkim głupkom takim jak ja, którzy jednak swoje dzieci szczepią.
Dzieci szczepię i szczepić będę nadal, nawet niekoniecznie dlatego, że wymaga tego ode mnie organizator obozu i kolonii letniej pierworodnego. Po prostu wierzę w naukę i wybieram mniejsze zło. Nie, nie uważam że szczepionki to samo dobrodziejstwo i koktajl super food wstrzykiwany do organizmu. Mimo wszystko wolę zaszczepić niż ryzykować, bo lepiej być kibicem Pogoni, Legii czy Wisły, niż kibicem odry.
Szkodliwym odłamem antyszczepionkowców są ziębianie, czyli fan club Jerzego Zet. Jerzy tak jak agentka wykształcenia medycznego nie posiada, co nie przeszkadza mu absolutnie w tworzeniu społeczności swoich wyznawców. Bycie ziębianinem z reguły pokrywa z się z byciem antyszczepem, gdyż to niestety podobny poziom umysłowy.
Gdyby ktoś Jerzego nie znał, jest on po prostu przedsiębiorcą i kolesiem, który zarabia w chuj hajsu na ludzkim nieszczęściu. Wydał dwie książki w których prezentuje swoje pseudonaukowe mądrości, a że ma dar przekonywania, to co głupsze jednostki homo erectus (bo ciężko mi w tym wypadku napisać homo sapiens) wierzą w każde jego słowo.
Niektórych z nich nawet rozumiem. Nowotwór w ostatnim stadium, chemia nie działa, radio nie działa, lekarze rozkładają ręce, a pacjent przecież tak bardzo chce żyć. Często ma dla kogo. Dzieci kibicują, wnuk zaraz ma się urodzić, wnuczka za chwilę postawi pierwsze kroki, człowiek chciałby to zobaczyć.
I wtedy zjawia się Jerzy Zet. Pięknie mówi, obiecuje że ten burak czy wlewy z witaminy C działają cuda i na pewno uzdrowią. Witamina C i burak... przecież to takie naturalne, na pewno nie zaszkodzi, kupuję to.
Cóż, pacjent jeżeli ma umrzeć to umrze i tak, ale hajs musi się zgadzać. Zarobił Jerzy? Zarobił, kij tam z pacjentem.
Oczywiście nie wszyscy wyznawcy Jerzego to pacjenci jedną nogą w grobie.
Niektórzy z nich są jeszcze zdrowi, ale za to głupi i naiwni skoro wierzą, że spożywanie produktów od Jerzego zagwarantuje im życie w krainie zdrowia, szczęścia i wiecznej nirvany.
A Jerzy tylko zaciera rączki i liczy banknoty. A tanio on nie sprzedaje, oj nie.
Część z tych rzeczy znajdziemy w aptece w dużo niższej cenie, ale wiadomo, jak od Jerzego to lepsze, na pewno większa dawka, inaczej pozyskane, na pewno skuteczniejsze.
A strukturyzator wody znacie? To też Jerzego autorskie dzieło wiekopomne. Za jedyne 2500 zł możecie stać się szczęśliwymi posiadaczami urządzenia, które przywraca wodzie pamięć (nie, nie żartuję), usuwa zanieczyszczenia, poprawia smak, co zapewne ma nam zapewnić zdrowie, szczęście i erekcję do setnych urodzin. Powodzenia. Niestety, dopóki będą chętni, interes będzie się kręcił, Jerzy będzie zarabiał, a ludzie będą dawać się oszukiwać.
Cały ten proceder budzi we mnie wkurw ogromny, bo zarabianie na ludzkim nieszczęściu to wg mnie skurwysyństwo level hard.
Komentarze
Prześlij komentarz